środa, 10 sierpnia 2016

KALAFIOROWA ORIENTALNIE

Pogoda coś nam nie sprzyja, nie dość że chłodno, to jeszcze bezustannie leje. Więc może przyda się coś na rozgrzewkę? Może gęsty, orientalny krem z kalafiora?

czwartek, 4 sierpnia 2016

NA UPAŁY - LODY

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że lody mogą się jutro przydać. A że składniki nie są zbyt wyszukane, to można je zrobić szybko i prosto. Trzeba tylko mieć foremki do lodów, takie na przykład, jakie ja po kilku latach kucharzenia, w końcu mam.

wtorek, 26 lipca 2016

PASTA Z CUKINII

Miałam dziś wrzucić przepis na lody. Ale ze względu na burze, choć jest cały czas ciepło, jakoś nie ma się ochoty na lody. To wrzucam przepis na pastę z cukinii, jako przepis uniwersalny na wszelkie pogody. Jak jest zimno - zjemy ją z ciepłym makaronem. W słoneczne dni dodamy ją do warzyw z grilla. Lub po prostu posmarujemy nią kanapki.
Zmodyfikowany przepis z bloga Potrawy półgodzinne.

wtorek, 19 lipca 2016

JOGURT JAGLANY I CO MOŻNA Z NIEGO ZROBIĆ

W ramach przekonania samej siebie, że ciągle jeszcze eksperymentuję, a nie tylko rutynowo powtarzam znane i najbardziej ulubione potrawy, postanowiłam wcielić w życie od dawna przygotowywany plan jogurtowy. Pomimo posiadania w lodówce bakterii jogurtowych, pomimo wiszącego na szynie w kuchni termometru kuchennego, powoli się kurzącego, ciągle coś stawało mi na przeszkodzie. Aż wreszcie do niego dojrzałam. I nie żałuję, wykonanie okazało się proste, a jogurt smaczny, pomimo braku szklanego termosu i użyciu stalowego, najbardziej się do tego celu nienadającego jak tylko możliwe. Ale udało się, choć jogurt wyszedł rzadki, to smakował pysznie. A jego konsystencja natchnęła mnie do sporządzenia z jego użyciem napoju owocowego. Teraz pozostaje mi już tylko zakup szklanego termosu i wypłynę na szerokie jogurtowe wody.

czwartek, 7 lipca 2016

KASZA JAGLANA ZE ZWIĘDŁĄ MARCHEWKĄ

Wypracowaliśmy sobie z Pewną Osobą taki nieładny zwyczaj, że kiedy oboje mamy dużo na głowie, to wyczekujemy kto z nas pierwszy się złamie i pójdzie wreszcie po zakupy i wreszcie ugotuje, a wtedy drugi siup! niepostrzeżenie też się naje. Nie nagabujemy się nawzajem, nie kłócimy, każdy przyczajony wyjada resztki. W trakcie ostatnich tego typu rozgrywek brałam udział w wyczerpującym weekendowym warsztacie.
Jeszcze piątek był całkiem niezły. Na warsztacie spotkałam Magdę, która przewidując intensywny wieczór przyniosła sobie zupę w słoiku. Zastosowałam taktykę totalnego zaskoczenia, przejęłam słoik i szybko wszystko zjadłam. Ten sukces niestety mnie nadmiernie ucieszył. Zaczęłam piać niczym połączenie Piotrusia Pana z królem Julianem: "Madzia doceniam, że o mnie zadbałaś, ale jutro przynieś mi zupę w termosie, bo ta niestety ci wystygła." Efekt był łatwy do przewidzenia: w sobotę od rana Magda spokojnie jadła kanapki i chociaż ją błagałam, a nawet zaczęłam się ślinić - nie dostałam ani gryza.
Trudno było, ale jakoś przetrwałam. Wróciłam po głodnym dniu do domu, dopadam do lodówki, a tam to samo, co przez cały poprzedni tydzień: twarde nieustępliwe nic.
O nieroztropne feministki, coście mi uczyniły, przez was świat zaludniają silne, pewne swego kobiety, a ja żeby przetrwać niedzielę musiałam gotować z tego, czego przez wrodzone bałaganiarstwo nie wyrzuciłam.