piątek, 18 lipca 2014

WŁASNY EKSTRAKT WANILIOWY

Mam, mam, już mam!! Całkiem własny i pięknie pachnący. Nie wiem czemu tak długo z tym zwlekałam, bo roboty z nim tyle co nic. Może nie spodziewałam się tak dobrych efektów. Do tej pory używałam kupionego ekstraktu z wanilii i jakoś mi się wydawało, że ten domowy będzie słabszy. Ale sądząc z tego jak obłędnie pachnie po tygodniu od zrobienia, słabszy raczej nie będzie. Za to tańszy na pewno i bez żadnych niechcianych składników.
Przepis pinkcake z bloga trochę inna cukiernia.

DOMOWY EKSTRAKT WANILIOWY
Składniki:
  • 3 laski wanilii
  • 200 ml czystej wódki - z badań konsumenckich Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej wynika, że wódki czyste są dla osób bezglutenowych bezpieczne
Przygotowanie banalnie proste. Laski wanilii rozkroiłam wzdłuż, włożyłam do wcześniej przygotowanej buteleczki i zalałam wódką do pełna. Po tygodniu już mocno pachnie wanilią i ma żółty kolor. Zobaczymy co będzie dalej.

Dominika

wtorek, 15 lipca 2014

ŁOSOSIOWO

Dawno nie przygotowywałam w domu ryby. Z reguły zostawiam sobie ryby na okoliczności restauracyjne. Ale przechodziłam ostatnio koło sklepu rybnego i coś mnie natchnęło. Jedyna dostępna w owym sklepie świeża ryba to był łosoś. A więc niech będzie łosoś, jak najprościej.
Przepis z bloga smakoterapia.

PIECZONY ŁOSOŚ
Składniki:
(3- 4 porcje)
  • filet z łososia ze skórą - pół kilograma
  • 3 ząbki czosnku
  • 6 gałązek tymianku - mogłoby byc więcej
  • oliwa
  • sos sojowy - u mnie bezpszenny Tamari
  • sok z cytryny
Filet nacięłam w 1,5 cm plastry, tak żeby nie przeciąć skóry. Natarłam mięso sosem sojowym i sokiem z cytryny i zostawiłam na pół godziny w tej marynacie. Potem ułożyłam w naczyniu do pieczenia, w rozcięcia włożyłam cienkie plasterki czosnku i listki tymianku, wierzch skropiłam oliwą. Piekłam w temperaturze 180 stopni około 30 minut (trzeba patrzeć czy się rumieni z wierzchu, być może po 20 minutach już będzie ok).
Jedliśmy od razu, nawet nie zdążyłam zrobić pięknych zdjęć całości, bo poszłam tylko po aparat, a kiedy wróciłam połowy już nie było, Adam się nią zaopiekował, twierdząc że tak pysznej ryby dawno nie jadł. Rzeczywiście była pyszna, soczysta, aromatyczna, mięciutka. Reszteczkę odgrzałam w piekarniku na kolację.

Dominika

sobota, 12 lipca 2014

DŻEM WIŚNIOWY Z CHIA

Spodobał mi się pomysł zagęszczenia dżemu ziarnami chia - znaleziony na blogu oh she glows. Zdrowo, szybko i smacznie. Nie trzeba dodawać pektyny ani cukru żelującego i można gotować owoce krócej. Czyli same zalety. Mnie dżem smakował bardzo i chia uznałam za dodatkowy atut, Adamowi trochę przeszkadzały ziarenka chia więc każdy musi sobie sam wypróbować czy mu taka konsystencja odpowiada. U mnie zawartość trzech słoiczków zniknęła w dwa dni, pod koniec wyjadałam łyżeczką ze słoika, co stanowi chyba jakąś rekomendację.

Składniki:
(3 słoiczki po 200 ml)
  • 3 szklanki wydrylowanych wiśni
  • 3 łyżki miodu - można zastąpić dowolnym słodem w wersji wegańskiej
  • 2 łyżki ziaren chia
W niedużym garnku zagotowałam wiśnie z miodem. Na małym ogniu gotowałam je około 5 minut, mieszając, po czym widelcem rozgniotłam trochę wiśnie. Dodałam chia i gotowałam kolejne 15 minut, od czasu do czasu mieszając, do zgęstnienia. Miałam zamiar na koniec dodać jeszcze wody różanej ale zapomniałam. Gorący dżem przełożyłam do wyparzonych słoiczków. Nie miałam okazji sprawdzić jak długo wytrzyma, skończył się po dwóch dniach, przy tej ilości nie ma to znaczenia.

Zastosowań jest zatrzęsienie, ja wypróbowałam następujące:
- do ciasta wiśniowego (bardzo rozpustnie)
- do kaszy jaglanej ugotowanej na mleku owsianym i połowie banana, po czym zmiksowanej blenderem (genialne śniadanie - na zdjęciu powyżej)
- do lodów bananowych (absolutna rewelacja)
- do naleśników gryczanych
- łyżeczką wprost ze słoiczka (najmniej ekonomiczny sposób)
W ten sposób trzy słoiczki opróżniły się w dwa dni i nie było obaw, że się zepsuje.

Dominika

czwartek, 10 lipca 2014

LETNIE CIASTO Z WIŚNIAMI

W końcu udało mi się zrobić coś bardziej wyrafinowanego, bo ostatnio to tylko bób pochłaniam w ilościach hurtowych. Więc dziś jest pysznie ale również ładnie, bo ciasto jest bardzo zgrabne kolorystycznie, co widać na załączonym obrazku. Ciasto jest pyszne i słodkie, szybko się skończyło. Na pewno zrobię je jeszcze raz niedługo, postaram się zmienić mąkę gryczaną o mocnym aromacie na jakąś neutralną - użyję sorgo, owsianą albo kasztanową, zobaczę jaki będzie rezultat.
Natchnął mnie przepis z bloga Mahanandi, tyle że sobie trochę pozmieniałam.

Składniki:
(standardowa keksówka)
  • pół szklanki surowej kaszy jaglanej zmielonej w młynku do kawy
  • pół szklanki surowej kaszy gryczanej niepalonej zmielonej w młynku do kawy
  • szklanka migdałów
  • pół szklanki płatków owsianych - osoby bezglutenowe muszą zadbać o płatki owsiane z certyfikatem
  • szklanka wydrylowanych wiśni
  • 2/3 szklanki cukru trzcinowego nierafinowanego
  • banan
  • pół szklanki mleka owsianego - można zastąpić dowolnym innym mlekiem
  • 6 łyżek oliwy
  • szczypta soli
  • łyżeczka sody
  • łyżeczka octu balsamicznego
Kasze zmieliłam jak zawsze partiami w młynku do kawy. Migdały też zmieliłam, najpierw miksując je trochę w malakserze, bo mój młynek nie daje rady. Wszystkie suche produkty wymieszałam razem. Banana rozgniotłam widelcem na papkę. Dolałam do niego wszystkie mokre składniki poza wiśniami i dokładnie razem wymieszałam. Suche produkty połączyłam z mokrą masą i wymieszałam do połączenia składników. Na koniec dodałam wydrylowane wiśnie i ostrożnie wymieszałam. Masę przełożyłam do formy wyłożonej papierem do pieczenia, włożyłam do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni i piekłam 40 minut + 20 minut z termoobiegiem. Długo, ale mój piekarnik piecze wolno, u Was może to być w sumie około 40 minut, najlepiej sprawdzać suchym patyczkiem. Po wyjęciu z piekarnika poczekać z wyjęciem z formy do pełnego wystudzenia. My nie zawsze tego przestrzegamy (z łakomstwa) i dlatego często ciasto nam się kruszy.

Dominika

poniedziałek, 7 lipca 2014

OBIAD Z RESZTEK

W absolutnej niemocy, po ciężkiej i wyczerpującej pracy, popełniłam taką oto obiadową sałatkę, z tego co leżało w lodówce i wołało o pomoc. Rzodkiewki już były nie do zjedzenia na surowo, zmiękły i oklapły a kalarepka sucha i trochę zdrewniała. Bób też już wołał o zmiłowanie. No i jak zwykle sałatka wyszła rewelacyjna. Pomimo ponad dwóch lat spędzonych w kuchni cały czas mnie zdumiewa jak pyszne może być takie proste jedzenie. Cały weekend się nią żywiłam, a i Adam się załapał.

SAŁATKA Z BOBEM, KALAREPKĄ I RZODKIEWKAMI
Składniki:
(duża porcja obiadowa)
  • kilka liści sałaty lodowej
  • szklanka ugotowanego bobu
  • kilka plastrów kalarepki
  • pół pęczka rzodkiewek
  • garść pestek dyni
  • 2 plastry owczego sera pleśniowego - opcjonalnie, pierwsza sałatka była bez
Dressing:
  • łyżka soku z cytryny
  • 2 łyżki oliwy
  • sól i pieprz
Plastry kalarepki i rzodkiewek podsmażyłam lekko na patelni grillowej, bez tłuszczu. Sałatę porwałam na kawałki, ułożyłam na talerzu. Na to kalarepka i rzodkiewki, ugotowany bób (nie obierałam go ze skórki, po co tyle dobra marnować) i podprażone na suchej patelni pestki dyni. Opcjonalnie można dodać kilka kawałków ostrego w smaku sera pleśniowego blue, u mnie owczy. Całość polałam dressingiem zrobionym z soku z cytryny, oliwy, soli i pieprzu.

Naprawdę nie znam lepszego jedzenia na lato.

Dominika