środa, 13 marca 2013

BURAK CZY NIE BURAK

Bardzo mnie to ciasto rozczarowało, naprawdę.
Nie, nie smakiem, ten był w porządku. Ale KOLOREM, przecież miało być czerwone. Albo różowe przynajmniej. Albo chociaż odrobinę pomarańczowe. 
I takie było, ale tylko do momentu włożenia do piekarnika. Potem stopniowo ciemniało, a róż przestał być widoczny. W rezultacie wyszło zupełnie normalne ciasto. No właśnie NORMALNE, a miało być takie piękne, niepowtarzalne i odjechane.
Żeby zrekompensować jego niedostatek kolorystyczny, to sposób produkcji był tym razem niepowtarzalny. Ponieważ tego dnia miałam do zrobienia jeszcze ciasteczka, było dosyć dużo kaszy do zmielenia na mąkę. Młynek mam piękny, pokazywałam już go kiedyś na zdjęciu, ale jego uroda nie do końca rekompensuje ćwiczenia fizyczne jakim trzeba się poddać przy produkcji mąki. Próbowałam namówić Adama na te ćwiczenia, w końcu odrobina gimnastyki nikomu jeszcze nie zaszkodziła, a wręcz przeciwnie. Adam jednak nie okazywał entuzjazmu. Żeby ostatecznie pozbyć się problemu, wręczył mi dumnie wkrętarkę, oznajmiając, że się świetnie do tego celu nada. W pierwszym odruchu chciałam zrobić awanturę, dlaczego chce durnia ze mnie zrobić, w końcu wykształcenie techniczne mam i wiem, że wiertarka a młynek to dwie różne rzeczy, które do siebie w żaden sposób nie pasują. Potem jednak zastanowiłam się, przed oczami stanęła mi wizja godziny, dwóch, trzech mielenia, mielenia, mielenia. Przypomniałam sobie też ostatni seans mielenia starej kaszy przy wspólnym cieście z Agnieszką. Szybka decyzja.
- Mielimy - mówię - ale razem, sama tego nie zrobię. Nie chcesz mielić ręcznie, to chociaż od wkrętarki się nie wymigasz.
Końcówka młynka została włożona do wkrętarki, szczęśliwie pasowała i południe zastało nas przy akcji następującej: ja siedzę na podłodze, trzymam młynek obydwoma rękami, Adam stoi nade mną i wierci. Jeżeli sposób ręczny mielenia nasuwał Ci pewne skojarzenia, to co powiesz na to droga Agniesiu?
Sposób okazał się nie tylko malowniczy ale również piekielnie skuteczny, przynajmniej w porównaniu z mieleniem ręcznym.
Ciasto powstało wg sugestii pinkcake na temat połączenia marchewki i buraka w jednym cieście. Moje jest oczywiście bez jajek, mleka i glutenu.

Składniki:
  • szklanka tartych buraków i marchewki - u mnie pół buraka i malutka marchewka
  • szklanka mąki gryczano-jaglanej - u mnie zmielona z kaszy jaglanej i gryczanej niepalonej
  • szklanka migdałów zmielonych w mikserze prawie na mąkę
  • łyżka soku z cytryny
  • łyżeczka octu balsamicznego
  • łyżeczka mielonego imbiru
  • pół szklanki mleka - u mnie migdałowe zrobione samodzielnie (opis przygotowania tutaj)
  • pół szklanki ksylitolu
  • płaska łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1/3 szklanki oliwy
Wszystkie suche składniki należy zmieszać razem. Dodać płynne, wymieszać. Na samym końcu dodać starte warzywa i delikatnie wymieszać. Przelać do formy (standardowa keksówka) wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w piekarniku do suchego patyczka, u mnie było to 40 minut + 20 minut z termoobiegiem, mój piekarnik piecze wolno.


To ciasto jest pyszne również w wersji z samą marchewką. I na pewno z samym burakiem też się sprawdzi. A kwestia znikającego koloru może być też zaletą - jeśli ktoś obawia się eksperymentów z warzywami w ciastach, na pewno tu buraka nie wyczuje, ani też nie zaniepokoi go kolor ciasta, który jest zupełnie normalny.

Dominika

3 komentarze:

  1. Przecież śliczne jest! :)
    Gryka i marchewka niestety odbierają kolor:( Spróbuj następnym razem samego buraka i samej jaglanki, dużo soku z cytryny i powinno być na różowo.
    A tymczasem zapraszam do pieczenia na zielono;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Łał, wyobraziłam sobie tą kuchenną scenę i nie mogłam przestać się śmiać :) Super!
    A ciasto, mimo niedostatków kolorystycznych, wygląda bardzo apetycznie :)

    OdpowiedzUsuń