Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chleb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chleb. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 stycznia 2016

CHLEB GRYCZANY DLA OPORNYCH

Ostatni (i jednocześnie pierwszy) chleb na blogu powstał w 2012 roku. Niestety w moim realnym świecie również tak się zdarzyło. To całe zamieszanie z zakwasem, jego dokarmianiem, dla osoby nie piekącej na co dzień i nie cierpiącej na nadmiar wolnego czasu, okazało się ponad siły, planowanie mnie zawiodło. Albo był czas na chleb ale zakwasu nie było, czasem zakwas stał a na pieczenie nie było chęci. Dokarmianie zakwasu wychodziło mi podobnie jak podlewanie kwiatków (nawet zamiokulkasa ususzyłam, co podobno jest prawie niemożliwe przy tak odpornej roślinie), tylko kwiatki na szczęście przejął Adam, dzięki temu wciąż mamy w domu coś zielonego, a produkcja zakwasu umarła śmiercią naturalną. A ja na co dzień po prostu obywam się bez chleba, a czasem z poczuciem winy podkradam żytnie kromki Adamowi - głównie na wyjazdach.
No i życie, a raczej autorka bloga natchniona, wyszła na przeciw moim potrzebom publikując przepis na chleb. Bez zakwasu, bez drożdży, bez mąki, bez długiej listy składników i robi się praktycznie sam. Aha i jeszcze najważniejsze - jest pyszny. Po prostu cud.

piątek, 22 sierpnia 2014

CO JESZCZE MOŻNA ZROBIĆ Z SIEMIENIA LNIANEGO?

Siemię lniane zamiast jajka w ciastkach i ciasteczkach to już standard. Robiłam z niego też kisiel owocowy i używałam w różnych potrawach, ale generalnie jako zagęszczacz. Takie jak poniżej wykorzystanie siemienia naprawdę mnie zaskoczyło. Bardzo prosty przepis, szybkie przygotowanie a znakomity efekt. Naprawdę chrupkie krakersy. Pod przepisem na mój chrupki chlebek pojawiały się komentarze że jest twardy, choć to nie do końca prawda. Ale chlebek z siemienia lnianego z cała pewnością twardy nie jest, jest delikatny i chrupki, pod warunkiem porządnego wysuszenia. Jest też bardzo lekki i niezapychający, po prostu rewelacja. Zachęcam!!!

poniedziałek, 5 maja 2014

CHRUPKA PRZEKĄSKA

Po kilku próbach przygotowania bezglutenowego chleba na zakwasie (udanych próbach zresztą) uznałam, że jest to pracochłonne i przestawiłam się na niejedzenie chleba. Ale czasem mi brakowało czegoś ot tak, do przegryzienia w wolnej chwili jak kanapkę, czegoś co można posmarować pyszną warzywną pastą, albo po prostu pochrupać wieczorem zamiast chipsów. I oto znalazłam fantastyczne rozwiązanie, przepis na chrupki chlebek, na blogu oh she glows. Szybko okazało się, że nie mam właściwie żadnych potrzebnych składników. Z przepisu zostały więc właściwie tylko proporcje, bo przyprawy też zmieniłam. I okazało się, że to cudowny chlebek, w którym można dowolnie zmieniać mąki, przyprawy i dodatki. I za każdym razem wychodzi smacznie.

sobota, 12 maja 2012

O CZYM TO JA CHCIAŁAM

Ten wpis miał być zupełnie o czym innym. Miał być o pokrzywach.
Nie, nie dlatego że pozazdrościłam koleżance jej perypetii pokrzywowych.
Powód był bardziej banalny.
Po prostu też dostałam pokrzywy – oczywiście bez żadnych dramatycznych okoliczności i szybkich zwrotów akcji – od tego jest Agnieszka – ale Adam przywiózł z działki. Zupa z pokrzyw wyszła znakomicie i o tym też napiszę.
Ale nie dziś.
Dziś o czym innym.
Od ponad pół roku a może nawet więcej nie miałam w ustach chleba. Nie że pszennego, białego, pięknie wyrośniętego – żadnego, nawet pumpernikla. Nie żeby mi tego bardzo brakowało. Od początku tej diety wiedziałam że chleba jeść nie będę, szybko miałam rezultaty które mnie w tej decyzji utwierdziły, na widok chleba było mi z lekka niedobrze, w duchu widziałam te złowrogie kłosy pszenicy czyhające na mnie wewnątrz i robiące mi krzywdę. Jestem tak twarda, że nawet rozpylane w markecie apetyczne piekarniane zapachy nie robią na mnie wrażenia. Bardzo szybko przestawiłam się na śniadania i kolacje bezkanapkowe. Zresztą stosuję na co dzień metodę gotowania jednej lub dwu potraw w większej ilości i żywienia się nimi przez cały dzień albo kilka dni, zależnie od ilości.
Problem pojawia się kiedy cały dzień jestem w rozjazdach, muszę wyjechać z miasta, cały dzień spędzam na spotkaniach, w końcu jestem albo całkiem niedawno jeszcze byłam pracoholikiem. Przecież nie wezmę z sobą zupy i nie zjem jej na zimno w trakcie spotkania albo co gorsza w samochodzie czy pociągu, a ile można zjeść w takiej sytuacji bananów i jabłek?
Znalazłam ten przepis niedawno, dwa tygodnie zajęło mi zrobienie zakwasu, nie bardzo wierzyłam że się uda. W końcu ja przecież nie umiem gotować, chleb to najwyższa umiejętność, do tego jeszcze bez dodatku pszenicy, bez żyta, bez drożdży. No nie może się udać.
Dzisiaj chleb powstał – jest dość ciężki, wilgotny, niezbyt wyrośnięty, ale w smaku zupełnie jak zwykły chleb. Nie posypałam wierzchu pestkami, nie dodałam żadnych dodatków do środka, ale to wszystko można później. Będzie ich jeszcze wiele.
Dzisiaj poczułam jak bardzo długa droga jest za mną, jak wiele się przez te pół roku zmieniło.
Nie żałuję ani minuty spędzonej przez ten czas w kuchni i nawet gdyby magicznym ruchem ktoś sprawił że sklepowe ciasteczka i cukierniane ciasta nagle będą dla mojego ciała dobrodziejstwem a nie trucizną, to nie ma już powrotu.
Teraz mogę już wszystko.