Do tej pory jakoś w swoich kulinarnych przygodach omijałam soję, a co za tym idzie tofu. Ponieważ kilka razy jadłam tofu fatalnie przyrządzone, o smaku i konsystencji namoczonej tektury, wydawało mi się, że trzeba jakichś niesamowitych umiejętności, żeby je przyrządzić dobrze.
No ale znalazłam przepis u Szpinakowej wróżki, który wyglądał interesująco i nieskomplikowanie, intuicyjnie trochę go pozmieniałam chcąc jak najdalej odsunąć się od wspomnianego wcześniej wrażenia bezsmakowej papierowej papki.
No i udało się. Smakowo naprawdę ten deser do złudzenia przypomina sernik, a dla mnie na pewno jest zdrowszy z racji nietolerancji mleka a tolerancji soi.
Sporo osób mleka i mlecznych przetworów nie toleruje, często nawet nie wiedząc o tym - nie ma bezpośrednich natychmiastowych objawów - to mogą być bardziej długoterminowe problemy z odpornością organizmu, częstymi przeziębieniami, infekcjami zatok, wychłodzeniem organizmu.
Dodatkowo mnóstwo reklam w kółko nam trąbi jakie zdrowe i świetne są jogurty, serki, mleko - panaceum na wszystko, półki sklepowe wprost uginają się pod ich ciężarem i obfitością. Może jemy tego mleka w różnych postaciach po prostu za dużo, zwłaszcza że występuje ono w sklepie głównie w postaci UHT i homogenizowanej - czyli wysterylizowanej.
Dlatego warto czasem zrezygnować z mleka i zastąpić je czymś innym.
Wtedy taki deser z tofu jest idealnym rozwiązaniem.
Pyszny i bardzo prosty do zrobienia.