To jest wpis odpowiedź na dość często zadawane mi pytanie - "To co Ty jesz na śniadanie?".
A wszystko dlatego, że ja nie jem chleba.
No i okazuje się, że dla większości osób jest to niepojęte.
Ze względu na nietolerancję pszenicy i żyta, i różne inne zdrowotne wytyczne, przyjęłam na swoje potrzeby dietę bezglutenową, ale też bez skrobii ziemniaczanej, mąki kukurydzianej, ryżowej oraz bez drożdży. To nie jest ograniczenie przypadkowe, takie które przyjęłam dla kaprysu albo bliżej nie wiadomo dlaczego. Wynika ono z moich przemyśleń, wspartych lekturą różnych książek o odżywianiu, i różnych teorii żywieniowych. No i badania krwi na nietolerancje pokarmowe, które tylko potwierdziło moje przypuszczenia. O moich przemyśleniach napiszę jeszcze później, bardziej szczegółowo.
Taka dieta w praktyce pozbawia mnie możliwości kupowania jakiegokolwiek chleba i znacznie utrudnia też jego domowy wypiek. Mam za sobą próby pieczenia chleba gryczano-jaglanego na zakwasie i były to nawet próby udane. Tylko że jest to dla mnie żmudne, wymagające dużo uwagi - na pewno jeszcze takie próby w przyszłości podejmę, ale raczej nie na codzień.
Bo mnie ten chleb niepostrzeżenie przestał być potrzebny.
Wymagało to tylko przełamania pewnego przyzwyczajenia, czy raczej schematu myślowego. Że niekoniecznie trzeba tak jak zawsze przez całe życie i tak jak wszyscy. Bo jak się dobrze zastanowić to dlaczego właśnie kanapki czy jajecznica albo omlet, a nie zupa czy warzywa w różnej postaci, albo jakieś kasze.
Więc u mnie na śniadanie płatki owsiane albo kasza jaglana a czasem kiedy nie mam ochoty na nic słodkiego - to dowolnie warzywa, zupy albo tak jak dziś - kasza jaglana.
Dziś kasza jaglana z soczewicą według przepisu z jednego z moich ulubionych rewelacyjnych blogów Kasza prodżekt, z moimi zmianami.