Dostałam od mamy następną dynię. Ponieważ poprzednia dynia, reklamowana jako dynia, okazała się kabaczkiem, tym razem podeszłam do niej też jak do kabaczka, choć trochę nieufnie. Zwłaszcza że wyglądał dziwnie. Na pewno nie jak dynia, o tym byłam przekonana. Po namyśle i konsultacji z Adamem stwierdziliśmy, że może to kabaczek skrzyżowany z cukinią - wzór na skórce wybitnie wskazywał na cukinię, a jasny kolor na jakiś wpływ kabaczka. Kształt też mnie nie zaniepokoił, poprzedni kabaczek reklamowany jako dynia, kształt miał podobnie bombczasty. Po zaklasyfikowaniu warzywa jako cukinio-kabaczka pozostało wybrać przepis. Ponieważ jednocześnie byliśmy świeżo po grzybobraniu (jednym z pierwszych w moim życiu) i to w dodatku udanym, wybrałam przepis z bloga Jadłonomia, oczywiście dopasowując go trochę do moich potrzeb, czyli grzybów które absolutnie nie były kurkami. Zabrałam się dziarsko do pieczenia, myśląc sobie, że nawet jeśli to będzie dynia, to przecież i tak wszystko jedno, najwyżej smak będzie trochę inny. Rozkroiłam warzywo, wstawiłam do piekarnika, upiekłam. Pierwsze wątpliwości pojawiły się, kiedy wydrążałam upieczone warzywo - miało jakby pasmową strukturę, ale złożyłam to na karb lekkiego jeszcze niedopieczenia. Nałożyłam farsz, włożyłam do piekarnika, potem gotowe przełożyłam na talerz, sfotografowałam i zabrałam się do jedzenia.
I tu niespodzianka. Tego nie przewidywałam absolutnie - tajemniczy cukiniokabaczek okazał się DYNIĄ MAKARONOWĄ!! Długie, twarde makaronowe pasma uparcie opierały się próbom pokrojenia i w końcu musiałam ulec, wyjąć farsz, wyskrobać ze skórki dyniowy makaron i jeszcze raz wszystko razem odgrzać na patelni.
I tu niespodzianka. Tego nie przewidywałam absolutnie - tajemniczy cukiniokabaczek okazał się DYNIĄ MAKARONOWĄ!! Długie, twarde makaronowe pasma uparcie opierały się próbom pokrojenia i w końcu musiałam ulec, wyjąć farsz, wyskrobać ze skórki dyniowy makaron i jeszcze raz wszystko razem odgrzać na patelni.
Mała wpadka nie wpłynęła jednak na całokształt dania. Zachwyciłam się połączeniem grzybów i kaszy gryczanej, do której ciągle jakoś nie do końca jestem przekonana (wyjątkiem są ciasta gryczane - te uwielbiam). Do grzybów kasza, i to ta palona, mocniejsza w smaku, pasuje idealnie, więc historia skończyła się pomyślnie, a przepis wstawiam w dwóch wersjach, do wykorzystania w zależności od tego co akurat macie pod ręką i czy jesteście tego pewni na 100%.