Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przetwory. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 listopada 2014

DYNIA NA ZIMĘ

Pierwszy raz miałam okazję poznać dynię prowansalską muszkatołową, zachwalaną jako aromatyczna, słodka i delikatna. Rzeczywiście, okazała się bardzo słodka i baaardzo soczysta. Miałam w tym roku kilka niepowodzeń przy produkcji puree dyniowego,nie chciałam już ryzykować utratą dyni, więc jeśli ta dynia jest naturalnie słodka,wybrałam dla niej zastosowanie w formie dżemu. Żaden przepis znaleziony w internecie mi nie odpowiadał, wszystkie miały jak dla mnie zdecydowanie za dużą ilość cukru, stworzyłam więc sobie przepis własny.

sobota, 4 października 2014

PRZETWORY ŚLIWKOWE

Dziś ostatnia partia moich przetworów na zimę, głównie dla mojej pamięci. Szczególnie śliwki z jabłkami oceniam pozytywnie, na połączeniu zyskały zarówno jabłka jak i śliwki. Przetwory w skrzynce czekają na zimę a my pakujemy się na długo wyczekiwany urlop, do zobaczenia za dwa tygodnie.


sobota, 27 września 2014

GALARETKA Z KALINY

Z zaczerpniętych z internetu mądrości wyczytaliśmy o właściwościach kaliny i korzystając z umiejętności mojego męża rozpoznawania różnych leśnych roślin (sama nigdy bym się nie poważyła na przyniesienie z lasu czegokolwiek, może za wyjątkiem jagód, jeżyn i kurek), postanowiliśmy uczynić sobie na zimę jakiś kalinowy słoiczek. Trochę znaleźliśmy jej w lesie ale główny zbiór dokonał się na krowiej łące, do tej pory nie wiemy czy na pewno łąka, a zatem i kalina, nie była prywatna. Mam nadzieję że dużych szkód nie poczyniliśmy, kaliny jeszcze tam sporo zostało :).
A co do wspomnianych właściwości leczniczych kaliny, to głównie działa przeciwskurczowo i przeciwkrwotocznie, wykorzystywano ją więc dawniej do łagodzenia dolegliwości menstruacyjnych, oraz wzmacnia naczynia krwionośne, co w dzisiejszych czasach każdemu się przyda. 
Uwaga! Kaliny nie wolno spożywać na surowo, zawiera szkodliwe składniki, które dezaktywują się pod wpływem mrożenia lub obróbki cieplnej.

środa, 24 września 2014

JABŁKA, PIGWA, BANANY

Przetwory, przetwory, przetwory. Sama nie wiem co we mnie wstąpiło. Oprócz zaplanowanych eksperymentów z kaliną i bzem, miałam również w tym roku niespodziewanie dużą ilość działkowych kwaśnych jabłek, śliwek, trochę pigwy. W związku z tym po jakimś czasie przerabiania (długim czasie), okazało się że mam tych przetworów całą skrzynkę. Różnych, bo nie uznaję robienia olbrzymiej ilości jednego rodzaju dżemu, ot po prostu, codziennie wrzucałam do garnka po kilka jabłek, śliwek i co tam jeszcze pod ręką było. Oto pierwsza partia tych eksperymentów - oba dość mało słodkie i raczej kwaśne, ze względu na dość kwaśne jabłka, pomimo dosładzania. Ale to nie zmienia faktu, że smaczne.


środa, 17 września 2014

DŻEM Z CZARNEGO BZU

Ostatnio praktykujemy pewnego rodzaju minimalizm, wyspecjalizowaliśmy się w zdobywaniu jesiennych darów natury za darmo, przeważnie w lesie albo z cudzych upraw działkowych. Freeganizm to jeszcze raczej nie jest, ale jesteśmy na dobrej drodze. Na razie mamy w ten sposób trochę przetworów na zimę, kilka grzybowych weekendowych obiadów także za nami. A trzeba dodać, że te nasze przetwory są nader ekskluzywne, wcale nie jakaś tandeta. Na pierwszy ogień przedstawiam dżem z czarnego bzu - najlepszy dżem jaki kiedykolwiek jadłam, w zamrażarce czeka jeszcze kalina, a w wiaderku działkowe jabłka, śliwki i pigwa. Spodobał nam się taki sposób zdobywania jedzenia, w naszych freegańskich planach mamy jeszcze jarzębinę i wyżebranie działkowego topinambura od przyjaciół.

sobota, 12 lipca 2014

DŻEM WIŚNIOWY Z CHIA

Spodobał mi się pomysł zagęszczenia dżemu ziarnami chia - znaleziony na blogu oh she glows. Zdrowo, szybko i smacznie. Nie trzeba dodawać pektyny ani cukru żelującego i można gotować owoce krócej. Czyli same zalety. Mnie dżem smakował bardzo i chia uznałam za dodatkowy atut, Adamowi trochę przeszkadzały ziarenka chia więc każdy musi sobie sam wypróbować czy mu taka konsystencja odpowiada. U mnie zawartość trzech słoiczków zniknęła w dwa dni, pod koniec wyjadałam łyżeczką ze słoika, co stanowi chyba jakąś rekomendację.

piątek, 11 października 2013

DŻEM Z CUKINII - mocno cytrynowy

Bardzo pozytywnie mnie ten dżem zaskoczył. Podejrzewałam, że taki dżem może być fajny, dlatego go zrobiłam, ale nie myślałam że z cukinii na słodko może wyjść coś aż tak smacznego. W celu uzyskania optymalnego (naturalnego) składu i technologii produkcji skompilowałam sobie dwa przepisy - z blogów Mr&Mrs Sandman i Am mniam. Efekt mnie zadowolił, przyszłym razem nie będę chyba robić w nim żadnych zmian.

piątek, 5 lipca 2013

CHATNEY Z TAMARYNDEM

Czasem zdarzają się takie dni, kiedy przypadkowe, pozornie rozbiegane we wszystkie strony elementy, nagle łączą się w jedną spójną całość. I nagle rozsypana układanka staje się kompletna. Gdyby nie mój ateizm można by tu upatrywać sił wyższych, ale poprzestańmy na tym, że czasem po prostu się tak zdarza. Cuda natury. Otóż wstałam któregoś dnia i poczułam, że nie bardzo wiem w jakim celu, ale namoczę daktyle. Wyschnięte były bardzo i wymagały moczenia, ale nie miałam w stosunku do nich żadnych planów. To było rano. Po południu Adam postanowił sobie zrobić na obiad kaszę na słodko. Kupiony świeży tamarynd okazał się być nie taki znowu świeży i jedyną szansą na wykorzystanie go wydawała sie zrobiona z niego pasta, która teoretycznie mogła posłużyć jako dodatek do kaszy. Ale po zrobieniu z tamaryndu pasty okazało się, że chociaż tamarynd jedzony ze strąków jest bardzo słodki, to w postaci zmiażdżonej nagle robi się kwaśny jak nie wiem co. Kasza z tamaryndową pastą nie wypaliła, a sama pasta stała sobie na stole i groziło jej niestety wyrzucenie do śmieci, choć nie lubimy tego robić. Wieczorem Adam spróbował mnie nakłonić, żebym z tą jego pastą jednak coś zrobiła. Nie do końca przekonana zerknęłam do internetu i do moich starannie zebranych różnych przepisów. Jednak nic mi się nie nasuwało, niewiele poza tym było w domu oprócz wspomnianego tamaryndu. I nagle znalazłam. Puzzle ułożyły się w całość i już było wiadomo po co namoczyłam rano daktyle. Chatney z tamaryndem - potrzebna jest do niego właśnie tamaryndowa pasta i daktyle. No i jeszcze kumin ale tego u nas nigdy nie brakuje. Przedstawiam jeden z najpyszniejszych sosów, kojarzy się z Indiami od razu, chatney z tamaryndem wg przepisu z bloga Mirencji, w którym natychmiast obydwoje się zakochaliśmy.

czwartek, 20 czerwca 2013

SYROP Z KWIATÓW CZARNEGO BZU W NIECO INNEJ WERSJI

Zachęcona poprzednimi próbami z kwiatami bzu, przystąpiłam do niego i w tym roku.W tym celu udaliśmy się na wycieczkę i udało nam się znaleźć bez w pełnym rozkwicie, i nie przy drodze a w samym środku wielkiej łąki. Ale chciałam żeby było inaczej niż zwykle. Mój poprzedni syrop był klasyczny, więc tym razem skorzystałam z przepisu zamieszczonego przez Margot z bloga kuchnia Alicji, gdzie oprócz bzu znalazły się cytryny, pomarańcze i wino. Skład brzmiał wielce obiecująco.

środa, 27 lutego 2013

TROCHĘ LATA ZE SŁOIKA - mus jabłkowo-śliwkowy

To był mój absolutny przetworowy debiut i nie bardzo wierzyłam, że moje wysiłki nie spleśnieją. Dlatego mus jabłkowo - śliwkowy opisuję dopiero teraz, gdy już mam pewność, że przetrwał zimę.
Chciałam mieć jakieś owoce, które w razie braku czasu mogłyby posłużyć do szybkiej owsianki, a w których nie byłoby cukru. Pewna Osoba bardzo się do pomysłu zapalił. A Wiciu ma zaprzyjaźniony warzywniak i zadeklarował, że kupi nam śliwki. Bo był to czas ostatnich śliwek. Pozostało ustalić ile. Pewna Osoba nie uznaje żadnych półśrodków. Zaordynował dwadzieścia kilo. No i dobrze. Ale zanim śliwki przyjechały, nie mogąc usnąć w nocy zaczęłam się zastanawiać, ile to jest dwadzieścia kilo. Jestem dotknięta pewnym ograniczeniem dotyczącym miar i wag: na mojej skali jest tylko dużo i mało. Ten mało precyzyjny podział prowadzi do wielu nieporozumień. Tak było i w tym wypadku. Chciałam dużo śliwek, żeby je włożyć w słoiki. Ale w nocy, jak to bywa gdy człowiek przewraca się niespokojnie z boku na bok, zaczęłam się zastanawiać nad rzeczami, których za dnia w ogóle nie zauważam. Czyli analizowałam ile dokładnie to jest:  dwadzieścia kilo. W świetle słonecznym brzmiało dobrze, solidnie. W mroku zaczęły krążyć wokół mojej głowy cztery wiadra śliwek. Z całej siły zaciskałam oczy - nie pomagało. Cztery wiadra śliwek do wydrylowania (co prawda Pewna Osoba deklarował pomoc, ale w swojej nocno-koszmarnej wizji ze śliwkami zostałam całkiem sama). Wielkie gary śliwek nad którymi stoję czerwona na gębie, upocona. Załamuje się gospodarka na skutek  wynalezienia nowego serwisu społecznościowego w internecie i gwałtownego spadku cen facebookowych "like'ów", stacje radiowe rezygnują w ogóle z przerw między reklamami, bo czas antenowy jest za drogi, oddychanie zostało opatentowane i trzeba za nie płacić - ja nic o tym nie wiem. Służby specjalne przyjeżdżają mnie aresztować: nie tylko nielegalnie korzystam z powietrza, nie tylko moje istnienie na nowym serwisie niczym nie zostało potwierdzone, na domiar złego wyglądam paskudnie, a wygląd paskudny już jest karalny. Kiedy nieśmiało staram się coś wyjaśnić, słyszę twarde
- Bardziej niech już pani nie miesza - ale ja muszę mieszać, bo mi przywrze.  Słyszę już głuche dźwięczenia kajdanów, odczytywany mi jest długi wyrok, który zaczyna się od publicznej chłosty, a dalej jest tylko straszniej i straszniej. Nie ucieknę, bo od garów nie odejdę, kilka ładnych lat już smażę te dwadzieścia kilo śliwek, szkoda mojej pracy. Zanim zdążą mnie zakuć, spada deszcz ognistych meteorów, żywcem pożera mnie szarańcza, zza chmury wychyla się sam Pan Bóg, kręci głową z niezadowoleniem i oznajmia:
- Do niczego się nie nadajesz, nawet głupiej konfitury ze śliwek nie potrafisz zrobić.
I tego już za wiele. Z wrzaskiem zrzucam kołdrę, którą się usiłowałam obronić przed dwudziestoma kilogramami śliwek i wywołanym przez nie końcem świata, szarpię z całych sił Pewną Osobą i szlocham mu w ramię:
- Dwadzieścia kilo śliwek to za dużo, nie dam rady.
 - Jest noc. Śpię - odpowiada Pewna Osoba, na której moje kłopoty z zasypianiem od jakiegoś czasu już nie robią wrażenia.
Budzę go znowu.
- Chciałaś dużo - mruczy i zawija się w kołdrę.
 Rano przemilczamy mój nocny napad paniki. Kiedyś próbowałam opowiadać Pewnej Osobie jak to jest być mną i użyłam argumentu
- Ty nawet słuchać nie chcesz o tym, co się dzieje w moich myślach, a ja mam je cały czas. Wyobraź sobie, że choć na jeden dzień zamieszkałbyś w mojej głowie - na tę propozycję Pewna Osoba zbladł i zemdlał. Od tego czasu nie wymagam od niego zbyt głębokiego zrozumienia.
Niemniej stanowczo odmawiam przerabiania dwudziestu kilogramów śliwek i wyciągam ostentacyjnie malutkie słoiczki. Układam obok siebie rodzynki, cynamon, wącham i rozważam subtelności różnych smakowych kompozycji. Niby sama do siebie mówię: jedne z bananami, inne z daktylami, ale głośno, tak żeby Pewna Osoba słyszał.
- Ja myślałem, że ty chcesz zrobić konfitury na zimę. Dużo konfitur, żebym miał co jeść. A to jakieś eksperymenty - krzywi się z niesmakiem. I obraża. W efekcie ja zrobiłam swoje słoiki, Pewna Osoba swoje, powstała sytuacja nieco rywalizacyjna, tak że nawet Wicio też konfitury usmażył. Wszystkie wyszły bardzo dobre i przetrwały zimę.
I jak tu teraz odtworzyć proporcje moich jabłek ze śliwkami, rodzynkami i cynamonem...
Mhm..

piątek, 21 września 2012

MUS JABŁKOWY Z MANGO - bez cukru

Dziś bardzo prosty przepis podejrzany na blogu Wegetariańskie smaki
Zmieniłam proporcje, ponieważ nie chciałam słodkiej marmolady tylko bardziej naturalny mus do śniadania. Dałam więc mniej mango, za to nie dodałam skórki cytrynowej, bo moje jabłka były już wystarczająco kwaśne.

Bez dodatku żadnego cukru a naprawdę słodki i dobry, przygotowanie też super proste. 
Przydaje się kiedy wisi nad kimś dieta bezcukrowa, a ten ktoś bez słodkiego żyć nie umie :)

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

DŻEM BRZOSKWINIOWY Z TYMIANKIEM

Następny przepis z przedurlopowych przygotowań. Znaleziony na blogu Bea w kuchni dżem z moreli.
W roli moreli wystąpiły przywiezione z działki domowe brzoskwinie, szczęśliwie jestem też dumną posiadaczką doniczki z tymiankiem cytrynowym.
Pierwszy dżem w moim życiu został w ten sposób zrobiony, z sukcesem. Ponieważ nie jem chleba, wykorzystywałam go na wyjeździe do dosładzania owsianki i zrobionej własnoręcznie granoli. Przez dwa tygodnie ten spory słoik został opróżniony ale nie tylko dzięki mnie, inni mieli też w tym skromny udział.
Był bardzo dobry, choć następnym razem spróbowałabym dać mniej cukru. Wiem, że dżem powinien być słodki ale chyba nie zaszkodziłaby mu chyba mniejsza słodkość i intensywność. 
W trakcie gotowania tymianek pachniał obłędnie, ale w gotowym dżemie nie był tak wyczuwalny. Nie mam porównania, nigdy nie robiłam takiego dżemu bez tymianku, ale wierzę że smak byłby uboższy.
Zrobienie tego dżemu nie było aż tak pracochłonne jak mi się od dawna wydawało. Myśl o domowych przetworach zawsze wywoływała u mnie w głowie obraz spoconej gospodyni domowej z obłędem w oczach najpierw obierającej, drylującej, krojącej, stojącej nad wielkimi garami owoców, a potem mozolnie pakującej dżem w tysiące małych słoików, których potem nie ma gdzie schować.
Niby oczywiste ale dopiero teraz dotarło do mnie, że można zrobić jeden słoik dżemu a potem go zjeść. Co pewnie w takim razie jeszcze w przyszłości uczynię.

środa, 6 czerwca 2012

SYROP Z KWIATÓW CZARNEGO BZU I AKACJI

Taki syrop robiłam już w zeszłym roku ale wtedy nieco inaczej - trzymając się przepisu jaki znalazłam u Bei. Był dobry, ale przede wszystkim wyszło go za dużo i był za mało kwaskowy, no i przerażała mnie olbrzymia ilość białego cukru. W tym roku więc porcję zmniejszyłam, dałam cukier trzcinowy i zwiększyłam ilość cytryny. A że przy okazji Adam zebrał również trochę kwiatów akacji i nie bardzo wiedzieliśmy co z tak małą ilością zrobić, dorzuciłam je również do kwiatów bzu.