Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jabłka.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jabłka.... Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 marca 2018

KREM Z SOCZEWICY, CUKINII I JABŁEK

To był przepis na zupełnie inne danie, nie zupę bynajmniej. Ale moje wrodzone lenistwo doszło do głosu i zakiełkowała we mnie myśl, że składniki fajne, to zróbmy z nich coś najprościej, najszybciej. I tak zrobiłam, a zupa krem z cukinii i jabłek z dodatkiem soczewicy, okazała się wyjątkowo smaczna, lekko kwaskowa i niebanalnie doprawiona. 
I chyba nikt próbując jej, nie zgadłby z jakich składników została zrobiona.

niedziela, 10 grudnia 2017

DYNIA, MARCHEWKA, JABŁKO

Na szarą, chmurną zimę, na brak koloru, na brak słońca, na brak woli do wstania z łóżka, na ponure snucie się po domu w poczuciu bezsiły i bez uśmiechu. Na bezkresne i wszechogarniające zimno, zimno na zewnątrz i od środka, lodowate palce u nóg, skostniałe ręce i zimny nos. I ciemność przez większość doby i ciągle popadujący deszcz. I świadomość, że jeszcze dobre takie dwa miesiące przed nami. Albo trzy.
ZUPA.

niedziela, 3 grudnia 2017

NIE-PRZEPIS NA RZEPĘ

Trudno to coś nazwać przepisem ale takie coś zrobiliśmy z czarnej rzepy. I było pyszne. Zjedliśmy.

sobota, 5 grudnia 2015

CRUMBLE, CRUMBLE

To takie moje zimowe "comfort food", codzienne, proste a jednak pyszne, każdej jesieni i zimy się u nas pojawia. Pokazywałam już takie bardziej ambitne crumble z żurawiną, bez cukru i masła. Trzeba mieć więcej składników i trochę pokombinować. Czasem się nie chce kombinować. Czasem trzeba sobie posiedzieć z kubkiem ciepłej herbaty na talerzem pełnym gorących jabłek ze słodką kruszonką.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

CRUMBLE I ŻURAWINA

Kupiłam świeżą żurawinę w tym roku i nie bardzo wiedziałam co z nią zrobić, wrzuciłam więc do zamrażarki i leżała tam sobie, a ja zbierałam siły żeby coś z niej zrobić - sok, dżem albo coś podobnego. I już teraz wiem, że nic takiego nie powstanie, bo odkryłam znacznie lepsze przeznaczenie żurawiny. Po prostu jako dodatek - do koktajli, do wypieków, super pyszna sprawa. Do koktajlu użyłam nawet świeżej, jeszcze nie przemrożonej żurawiny i już wiedziałam że jest znakomita, goryczka była tylko lekko wyczuwalna. Po zamrożeniu użyłam do dzisiejszego crumble i goryczy nie czuć wcale, tylko świeżość i piękny czerwony kolor. Planuję jeszcze dodać ją do ciasta.
Oprócz żurawiny głównym punktem mojego crumble była bezcukrowa kruszonka, która okazała się pyszna. Zresztą crumble w całości było rewelacyjne a to jeden z prostszych zimowych deserów więc nic tylko robić i zjadać. Pomysł na bezcukrową kruszonkę zaczerpnęłam stąd.

sobota, 4 października 2014

PRZETWORY ŚLIWKOWE

Dziś ostatnia partia moich przetworów na zimę, głównie dla mojej pamięci. Szczególnie śliwki z jabłkami oceniam pozytywnie, na połączeniu zyskały zarówno jabłka jak i śliwki. Przetwory w skrzynce czekają na zimę a my pakujemy się na długo wyczekiwany urlop, do zobaczenia za dwa tygodnie.


środa, 24 września 2014

JABŁKA, PIGWA, BANANY

Przetwory, przetwory, przetwory. Sama nie wiem co we mnie wstąpiło. Oprócz zaplanowanych eksperymentów z kaliną i bzem, miałam również w tym roku niespodziewanie dużą ilość działkowych kwaśnych jabłek, śliwek, trochę pigwy. W związku z tym po jakimś czasie przerabiania (długim czasie), okazało się że mam tych przetworów całą skrzynkę. Różnych, bo nie uznaję robienia olbrzymiej ilości jednego rodzaju dżemu, ot po prostu, codziennie wrzucałam do garnka po kilka jabłek, śliwek i co tam jeszcze pod ręką było. Oto pierwsza partia tych eksperymentów - oba dość mało słodkie i raczej kwaśne, ze względu na dość kwaśne jabłka, pomimo dosładzania. Ale to nie zmienia faktu, że smaczne.


czwartek, 28 sierpnia 2014

BIRCHER MUSLI W WERSJI BEZMLECZNEJ

Ponieważ jestem cały czas w temacie kuchni surowej lub prawie surowej, za sprawą książki "Choosing Raw", więc dziś surowe śniadanie. Inaczej niż do tej pory, zjadłam na surowo nie chia jak zwykle ale namoczone płatki owsiane, czyli prototyp znanego nam dziś doskonale musli. Dzięki książce również poczytałam sobie o szwajcarskim lekarzu, który pod koniec XIX wieku wymyślił takie musli i był jednym z pierwszych orędowników leczenia zdrową dietą. O ironio, jego musli to były surowe ziarna moczone na noc, myślę że Maximilian Bircher-Benner przewraca  się w grobie widząc, że jego wynalazek to teraz w sklepach przeważnie mocno przetworzona, uprażona i oblepiona byle jakim słodem masa mączno-chemiczna ze śladową zawartością płatków i orzechów, której nijak się nie da namoczyć bo się rozpuści.

sobota, 31 maja 2014

SŁODKA CHWILA Z PIETRUCHĄ

Wiosna i lato to trudny czas dla mojego bloga. Warzyw do chrupania taka obfitość, że po prostu najlepiej je jeść tak jak przychodzą, umyć i ewentualnie kroić na drobniejsze kawałki. Na razie żywię się rzodkiewkami, kalarepą i jestem przeszczęśliwa. Szparagi i szpinak tez lubię najprościej. Za moment zacznie się bób który aż szkoda jeść jakoś inaczej niż tak po prostu ugotowany. A na bloga nie mam co wrzucać. Chyba że pietruszkę trzeba jakoś zjeść. Bo ja pietruszkę to tylko w napojach uważam, w żadnej innej formie nie jest dla mnie zjadliwa. Tylko tak jak dziś.

piątek, 20 grudnia 2013

CYKORIA OSWOJONA

Grudzień biegnie jak szalony, zima w toku, a ja nie mam czasu na nic, nawet na gotowanie. A tym bardziej na myślenie o świętach. Moje potrawy ostatnio nie powalają swoim wyrafinowaniem. W kółko zajadam się frytkami z batatów, grillowaną cukinią i właśnie taką jak dzisiejsza cykorią. Przepis znalazłam na blogu Zdrowa kuchnia Sowy, było to moje pierwsze podejście do cykorii. Obawiałam się goryczy, ale okazało się że nie jest tak strasznie. Za pierwszym razem uznałam, że jest interesująca, za drugim już wiedziałam, że będzie trzeci, a potem już wpadłam po uszy. Dodaję tylko więcej jabłka, bo tak lubię i posypuję majerankiem bez opamiętania. Zrobiłam też w ten sam sposób brukselkę i bardzo mi smakowała. A teraz w końcu biorę się w garść i chociaż pierniczki świąteczne spróbuję zrobić.

niedziela, 17 listopada 2013

ŚNIADANIOWA OWSIANKO-GRYCZANKA

Super proste śniadanie, które jednak za sprawą płatków gryczanych nabiera nieco bardziej wyrazistego charakteru. Użyte są tu owoce w formie surowej, więc jest nadzieja, że nie straciły większości swoich wartości. To jest taki mój żelazny sposób, kiedy naprawdę nie chce mi się nic a nic kombinować.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

ZUPA WARZYWNA Z JABŁKIEM I CHRZANEM

Pierwszy eksperyment z zupą chrzanowo-jabłkową. Planowałam to zestawienie już od dawna, bo kiedyś jadłam taką zupę w restauracji i była rewelacyjna. Chciałam powtórzyć w domu. Nie do końca udało mi się osiągnąć smak do jakiego dążyłam, ale zupa wyszła bardzo interesująca. Inspiracją był przepis Iw na blogu Smakoterapia.

czwartek, 23 maja 2013

JABŁKOWA OWSIANKA

Na blogu staram się pokazywać, że dieta która większość osób przeraża, nie musi być skomplikowana w przygotowaniach ani trudna. Można się w ten sposób odżywiać na codzień, można wykorzystywać do tego zwykłe, łatwo dostępne produkty (choć oczywiście czasem przydaje się odmiana). Mnie się to jakoś od półtora roku udaje a naprawdę nie poświęcam temu bardzo dużo czasu, bo nie mam go aż tyle. Czasem okazuje się,  że bardzo proste przepisy mogą być super smaczne.
Oto taki właśnie prosty przepis, który okazał się znakomity.  Wielką jego zaletą jest nieużycie mleka (zwykłego nie jadam, a roślinne nie zawsze mam czas wyprodukować). Za owsianką na wodzie nie przepadam, ale okazało się że dodanie do niej sporej ilości jabłka zasadniczo zmienia smak potrawy. Również wiórki kokosowe, których się trochę obawiałam sprawdziły się. Nie dominują smaku, ale trochę wzbogacają. To pyszna owsianka. Z przepisu z bloga Tani wegetarianizm, zmieniłam skład płatków na bezglutenowy.

wtorek, 26 marca 2013

IMBIROWY SOK WARZYWNO-OWOCOWY

Z głębi szafki stojącej w najciemniejszym kącie wygrzebałam w końcu sokowirówkę. Otrzymaną w prezencie wieki temu, chyba z 10 lat, i nigdy nie używaną. Okazało się że czas jej nie sponiewierał i działa. Rezultat mnie usatysfakcjonował, sok robi się dość prosto i szybko. Mycie sokowirówki też nie jest problemem, jeśli zrobi się to od razu po użyciu wystarczy tylko opłukać.
Produkcja soku zmobilizowała mnie do wymyślenia co zrobić z pozostała pulpą owocowo-warzywną, wyrzucać jedzenia nie lubię. Placki zrobione z użyciem pulpy wyszły rewelacyjne, pokażę je Wam w następnym poście, bo bardzo jestem z nich dumna.

poniedziałek, 11 marca 2013

WIOSNA IDZIE?

WIOSNA IDZIE - taki roboczy tytuł otrzymał post, kiedy wydawało się że rzeczywiście idzie. Zdążyłam tylko parę koktajli zrobić i szybko okazało się że radość była przedwczesna, słońce znikło, a na tarasie gdzie już prawie wynosiłam moje ziołowe uprawy, znów zaległa gruba warstwa śniegu i ślady naszych blokowych kawek i srok wydeptane na śniegu do małej miseczki, w której Adam wystawił im jakieś smakołyki. A ja znów musiałam się zakutać w ciepłe koce i przestawić na napoje rozgrzewające, chociaż o winnych grzańcach niestety na razie muszę zapomnieć.
Po orzeźwiających napitkach pozostał jedynie ślad fotograficzny...

sobota, 9 marca 2013

LEKKIE ŚNIADANIE

Trafiłam na ten przepis przypadkiem, dotyczył diety, właściwie głodówki. Ja co prawda żadnej diety nie planuję, oprócz tej swojej własnej, codziennej, którą sobie pracowicie ułożyłam jakiś czas temu. No ale nie traktuję jej w kategoriach czasowej diety, tylko raczej jako sposób żywienia i nie zakładam kiedykolwiek jej przerwania, co najwyżej delikatne modyfikacje. Ale przepis - z bloga Vegan Monkey bardzo mi się spodobał. Jest taki śniadaniowy - błyskawiczny w przygotowaniu i w jedzeniu. Ja rano nigdy nie mam dużo czasu, a staram się nie wychodzić z domu bez śniadania (co nie zawsze mi się udaje). A wystarczy mieć tylko pod ręką jabłko i banan.

wtorek, 5 marca 2013

KOKTAJL ODROBINĘ BAGIENNY

Wiosna idzie, w okna zagląda słońce, człowiek spragniony jest świeżości.
Zaczyna się pora surowych koktajli, zwanych u nas ostatnio modnie smoothie. 
Dziś z przepisu Vegan Monkey z drobnymi zmianami - smak już wiosenny, kolor jeszcze trochę zimowy.

środa, 27 lutego 2013

TROCHĘ LATA ZE SŁOIKA - mus jabłkowo-śliwkowy

To był mój absolutny przetworowy debiut i nie bardzo wierzyłam, że moje wysiłki nie spleśnieją. Dlatego mus jabłkowo - śliwkowy opisuję dopiero teraz, gdy już mam pewność, że przetrwał zimę.
Chciałam mieć jakieś owoce, które w razie braku czasu mogłyby posłużyć do szybkiej owsianki, a w których nie byłoby cukru. Pewna Osoba bardzo się do pomysłu zapalił. A Wiciu ma zaprzyjaźniony warzywniak i zadeklarował, że kupi nam śliwki. Bo był to czas ostatnich śliwek. Pozostało ustalić ile. Pewna Osoba nie uznaje żadnych półśrodków. Zaordynował dwadzieścia kilo. No i dobrze. Ale zanim śliwki przyjechały, nie mogąc usnąć w nocy zaczęłam się zastanawiać, ile to jest dwadzieścia kilo. Jestem dotknięta pewnym ograniczeniem dotyczącym miar i wag: na mojej skali jest tylko dużo i mało. Ten mało precyzyjny podział prowadzi do wielu nieporozumień. Tak było i w tym wypadku. Chciałam dużo śliwek, żeby je włożyć w słoiki. Ale w nocy, jak to bywa gdy człowiek przewraca się niespokojnie z boku na bok, zaczęłam się zastanawiać nad rzeczami, których za dnia w ogóle nie zauważam. Czyli analizowałam ile dokładnie to jest:  dwadzieścia kilo. W świetle słonecznym brzmiało dobrze, solidnie. W mroku zaczęły krążyć wokół mojej głowy cztery wiadra śliwek. Z całej siły zaciskałam oczy - nie pomagało. Cztery wiadra śliwek do wydrylowania (co prawda Pewna Osoba deklarował pomoc, ale w swojej nocno-koszmarnej wizji ze śliwkami zostałam całkiem sama). Wielkie gary śliwek nad którymi stoję czerwona na gębie, upocona. Załamuje się gospodarka na skutek  wynalezienia nowego serwisu społecznościowego w internecie i gwałtownego spadku cen facebookowych "like'ów", stacje radiowe rezygnują w ogóle z przerw między reklamami, bo czas antenowy jest za drogi, oddychanie zostało opatentowane i trzeba za nie płacić - ja nic o tym nie wiem. Służby specjalne przyjeżdżają mnie aresztować: nie tylko nielegalnie korzystam z powietrza, nie tylko moje istnienie na nowym serwisie niczym nie zostało potwierdzone, na domiar złego wyglądam paskudnie, a wygląd paskudny już jest karalny. Kiedy nieśmiało staram się coś wyjaśnić, słyszę twarde
- Bardziej niech już pani nie miesza - ale ja muszę mieszać, bo mi przywrze.  Słyszę już głuche dźwięczenia kajdanów, odczytywany mi jest długi wyrok, który zaczyna się od publicznej chłosty, a dalej jest tylko straszniej i straszniej. Nie ucieknę, bo od garów nie odejdę, kilka ładnych lat już smażę te dwadzieścia kilo śliwek, szkoda mojej pracy. Zanim zdążą mnie zakuć, spada deszcz ognistych meteorów, żywcem pożera mnie szarańcza, zza chmury wychyla się sam Pan Bóg, kręci głową z niezadowoleniem i oznajmia:
- Do niczego się nie nadajesz, nawet głupiej konfitury ze śliwek nie potrafisz zrobić.
I tego już za wiele. Z wrzaskiem zrzucam kołdrę, którą się usiłowałam obronić przed dwudziestoma kilogramami śliwek i wywołanym przez nie końcem świata, szarpię z całych sił Pewną Osobą i szlocham mu w ramię:
- Dwadzieścia kilo śliwek to za dużo, nie dam rady.
 - Jest noc. Śpię - odpowiada Pewna Osoba, na której moje kłopoty z zasypianiem od jakiegoś czasu już nie robią wrażenia.
Budzę go znowu.
- Chciałaś dużo - mruczy i zawija się w kołdrę.
 Rano przemilczamy mój nocny napad paniki. Kiedyś próbowałam opowiadać Pewnej Osobie jak to jest być mną i użyłam argumentu
- Ty nawet słuchać nie chcesz o tym, co się dzieje w moich myślach, a ja mam je cały czas. Wyobraź sobie, że choć na jeden dzień zamieszkałbyś w mojej głowie - na tę propozycję Pewna Osoba zbladł i zemdlał. Od tego czasu nie wymagam od niego zbyt głębokiego zrozumienia.
Niemniej stanowczo odmawiam przerabiania dwudziestu kilogramów śliwek i wyciągam ostentacyjnie malutkie słoiczki. Układam obok siebie rodzynki, cynamon, wącham i rozważam subtelności różnych smakowych kompozycji. Niby sama do siebie mówię: jedne z bananami, inne z daktylami, ale głośno, tak żeby Pewna Osoba słyszał.
- Ja myślałem, że ty chcesz zrobić konfitury na zimę. Dużo konfitur, żebym miał co jeść. A to jakieś eksperymenty - krzywi się z niesmakiem. I obraża. W efekcie ja zrobiłam swoje słoiki, Pewna Osoba swoje, powstała sytuacja nieco rywalizacyjna, tak że nawet Wicio też konfitury usmażył. Wszystkie wyszły bardzo dobre i przetrwały zimę.
I jak tu teraz odtworzyć proporcje moich jabłek ze śliwkami, rodzynkami i cynamonem...
Mhm..

piątek, 22 lutego 2013

SAŁATKA ROZMAITOŚCI

Na bazie brukselki i marchewki. Taka jak lubię, surowa, z lekką nutą słodyczy. Już dawno czekała na swoją kolej, znalazłam ją na blogu Oh she glows i od samego początku wiedziałam że będzie pyszna. I taka była.

piątek, 15 lutego 2013

SŁODKIE OWSIANE KOTLECIKI

Przepis podkradłam z bardzo fajnego bloga, ale jeszcze udoskonaliłam. Już wcześniej wypraktykowałam, że w bardzo wielu potrawach soda oczyszczona lub proszek spokojnie mogą być pominięte. To tylko nasze przyzwyczajenia, że jak nie damy to się rozleci albo będzie zbite i twarde. Przetestowałam naprawdę dużo przepisów, w których brak proszku nie uczynił żadnej różnicy. Dla pewności dodałam znacznie więcej siemienia lnianego - jest zdrowe, nie ma co go żałować. Zamiast cukru rodzynki i jabłko, placki nie są bardzo słodkie ale można je zjeść z musem owocowym lub w ostateczności polać jakimś syropem.
To nie są placuszki czy naleśniki. To dość zwarte, konkretne kotlety, ale to właśnie jest w nich najlepsze, jednocześnie są w jakiś sposób delikatne. Robię je nie po raz pierwszy i naprawdę bardzo lubię.