To ciasto zawdzięczam pewnej Czytelniczce, która prosiła o przepis zgodny z jej dietą i której niniejszym bardzo serdecznie za to życzenie dziękuję.
Jakkolwiek się starałam, pewnie nie do końca spełnię jej oczekiwania (użyłam trudniej dostępnej mąki z cieciorki i odrobiny soku z limonki - naprawdę nie umiałam znaleźć niczego innego do zakwaszenia ciasta, żeby wywołać reakcję z sodą).
Jakkolwiek się starałam, pewnie nie do końca spełnię jej oczekiwania (użyłam trudniej dostępnej mąki z cieciorki i odrobiny soku z limonki - naprawdę nie umiałam znaleźć niczego innego do zakwaszenia ciasta, żeby wywołać reakcję z sodą).
Ale ja osobiście przez ten eksperyment zyskałam bardzo wiele. Ostatnio popadłam w rutynę i wszystkie swoje ciasta robiłam używając stale tych samych składników - mąki jaglanej, gryczanej, płatków owsianych i migdałów.
A gdzie się podziała tak ukochana przeze mnie różnorodność?
A gdzie oczekiwanie z drżeniem przed drzwiczkami piekarnika na efekt końcowy?
A gdzie radość z eksperymentów?
No i dzięki tej osobie to wszystko naraz odzyskałam, dostając jeszcze w prezencie jedno z najlepszych pod względem struktury ciast jakie zrobiłam. Nie kruszące się, nie zakalcowate, nie suche. Po prostu CIASTO IDEALNE, w dodatku mocno pachnące zmieloną kaszą quinoa.
Proście mnie dalej bez oporów o różne przepisy, stawiajcie przede mną najtrudniejsze zadania. Będę Wam za to wdzięczna, nawet jeśli efekty nie zawsze będą udane :)