Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pokrzywy.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pokrzywy.... Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 kwietnia 2014

WIOSNA Z POKRZYWĄ

Dostałam dziś zaproszenie Liebster Blog od Żony zrównoważonej. Bardzo mi miło, zajrzałam na jej blog, jest super, pewnie będę do niej często zaglądać po inspiracje, Wam też polecam. Ale ponieważ takie zaproszenia już w przeszłości dostawałam i odpowiadałam, nie czuję się na siłach robić tego po raz kolejny, to już nie to samo.
A co dziś u mnie. U mnie nadal króluje pokrzywa, dziś już po raz ostatni, w formie płynnej, dla odmiany.

wtorek, 1 kwietnia 2014

SAŁATKA WIOSENNA

Z pokrzywą, a jakże. Sezon na pokrzywę trwa i ku mojej radości rozpoczął się też sezon na owcze mleko, które od czasu do czasu z przyjemnością spożywam w formie jogurtu (ponieważ krowich jogurtów nie jadam, całą zimę byłam tej przyjemności zupełnie pozbawiona). Bardzo prosta ale pyszna, ostra surówka, która miała być tzatziki z dużej ilości ogórków, ale wyewoluowała w trakcie, wraz z dostawą świeżej pokrzywy. 

niedziela, 30 marca 2014

OBIAD MÓJ POWSZEDNI

Na bazie przepisu na moją stałą kaszę jaglaną śniadaniową, stworzyłam coś bardziej w moim pojęciu nadającego się na obiad. Czyli z warzywami, innych obiadów nie uznaję. Okazało się to tak pysznym daniem, że z różnymi modyfikacjami, od dwóch tygodni tym się głównie żywię. Dziś z sezonowym dodatkiem pokrzywy. Tak, tak, radujmy się, nadchodzi już sezon na na POKRZYWĘ!!!

piątek, 3 maja 2013

POKRZYWY I SZPINAK - dla odważnych

Dla odważnych - bo to jednak zielsko ekstremalne. Chociaż wyczytałam, że w czasach dawnych pokrzywa była traktowana jako normalne pożywienie i jadana znacznie częściej niż dziś. Dlaczego później już nie, trudno powiedzieć, bo ma dużo różnych wartości i z pewnością jest łatwo dostępna oraz atrakcyjna cenowo :) A w smaku jak się okazuje jest przyzwoita, przy starannym doprawieniu pyszna. Jeśli nie wiedziałabym co jadłam, nigdy bym nie przypuszczała że to pokrzywa. Powiedziałabym nawet, że w odpowiedniej oprawie, zastawie, z posypką ze słonecznika, sera koziego i może nieco bardziej wystylizowana, mogłaby ta pokrzywa znaleźć się jako ekskluzywny dodatek w jakiejś eleganckiej restauracji. Nawet u mnie, czyli nie wystylizowana wcale, prezentowała się bardzo efektownie, pięknie ciemnozielono i wiosennie świeżo. 

czwartek, 17 maja 2012

POKRZYWY CIĄG DALSZY

Kontynuując tak miło rozpoczęty przez Agnieszkę temat pokrzyw, dzisiaj o zupie. Wychodzi na to że pokrzywy to na naszym blogu największy sezonowy hit. Cóż, niech i tak będzie. 
Otóż zupa z dużą ilością pokrzywy okazała się interesująca, czuć w niej specyficzną konsystencję pokrzywy, porywająca może nie przy pierwszej łyżce, ale coraz bardziej z każdą następną, no i pomimo że została zjedzona już dawno, pozostawiła po sobie bardzo dobre wrażenie z nutką tęsknoty nawet.
Zastosowałam do niej swój pomysł z kaszą jaglaną gotowaną i zmiksowaną razem z zupą, co w tym przypadku również się sprawdziło. To dobry patent na zupę bez ziemniaków, ponieważ w swojej kuchni ich nie używam (jak się okazało mój organizm nie bardzo je toleruje więc staram się z nimi absolutnie nie przesadzać), a lubię zupy gęste.
Również ważną rolę pełni w tej zupie młoda kapusta, która daje zupie łagodny smak a jednocześnie zapewnia może nie porywający ale w miarę przyzwoity kolor. Gdyby nie ona nawet nie chcę sobie wyobrażać cóż ta zupa mogłaby przypominać.
Uprzedzając również ewentualne wątpliwości wyjaśniam, że pokrzywy nie siekałam w rękawiczkach gdyż takowych nie posiadam, sparzyłam je tylko delikatnie a nieuniknione w tej sytuacji poparzenia potraktowałam jako zabieg zdrowotny.
Luźna inspiracja zupą stąd.

piątek, 11 maja 2012

MAJOWE POKRZYWY

Czasem tak jest, że nie ma. Nie ma tego czego by się chciało, a jest za to, jest, że tak powiem, tryumfalnie, w nadmiarze, to czego by się nie chciało. Mnie właśnie taka sytuacja się przydarzyła. Mniej więcej tydzień temu rzuciłam się z zapałem na przekopany w gąszczu chwastów niewielki kawałek ziemi, nasiałam w nim sałaty i rukoli. Od razu się przyznaję, że to nie ja wyrwałam dzikiej przyrodzie, w tym wypadku reprezentowanej głównie przez jaskółcze ziele, część gruntu. Ogródek dzielę jeszcze z innymi osobami, co w moje pierwsze w życiu prace polowe wprowadza ożywczy element rywalizacji. Codziennie przedzieram się przez chaszcze. Podlewam. Powstrzymuję się przed wygrzebywaniem nasionek z ziemi, żeby się dowiedzieć dlaczego nie rosną (nasionka rukoli i sałaty są malutkie, więc nie sądzę żebym je znalazła). Nie ma. Ale nie tak po prostu nic nie ma. Coś jest. Coś tam kiełkuje. Niestety nie umiem rozróżnić moich upraw od byle zielska, panoszącego się bez pytania nikogo o zgodę. Tak więc nie mogę sobie popielić. Wpadłam dziś rano na pomysł, żeby choć ponawozić. Czymś ekologicznym oczywiście. Z braku nawozu końskiego, usiłowałam zastosować nawóz koci. Powód jest prosty: konia nie mam, a kota i owszem, i to produkującego nawóz w ilościach zaskakująco dużych, jak na takie niewielkie stworzenie. Ale Pewna Osoba, która w pracach ogrodowych nie uczestniczy w ogóle, za to lubi się wymądrzać, nawrzeszczała na mnie, że jakoby pojęcia nie mam, i że nie każde g...(takich wyobraźcie sobie niektórzy słów używają) się na nawóz nadaje, i że wyżre korzenie (to kocie g.., a nie Pewna Osoba), i że może on (czyli w tym wypadku Pewna Osoba) pójdzie i mi w moje grządki...jakby to przetłumaczyć na język akceptowalny...osobiście mi te grządki użyźni. Zupełnie niezwykłe zaangażowanie rolnicze Pewnej Osoby wynikało nie z troski o moją sałatę i rukolę, ale z faktu, że z rozpędu zamierzałam koci nawóz zastosować też w donicy na tarasie, gdzie Osoba hoduje sobie lawendę. Wśród tych miłych fekalnych dyskusji upłynęło nam śniadanie. Potem jeszcze raz poszłam do ogródka, żeby stwierdzić, że rośnie tam to samo, co rosło pół godziny wcześniej. Ale przy okazji zauważyłam, że pomidory Władzia zakwitły. Wstyd się przyznać; ogarnęła mnie zawiść. Na złe, co się w człowieku budzi, jedna jest rada. Skoncentrować się na tym co jest, żeby zagłuszyć tęsknotę za tym, czego nie ma. Pewna Osoba twierdzi, że jaskółcze ziele, nadaje się jedynie do smarowania kurzajek. Kurzajek na szczęście nie mam, poza tym chodziło mi o coś jadalnego z ogródka. A wokół moich wciąż niewidzialnych upraw wybujały pokrzywy.