Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buraki.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buraki.... Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 kwietnia 2016

ZUPA Z PIECZONYCH BURAKÓW

To jest odkryta przeze mnie przypadkiem zupa, nie tylko przepyszna, ale i wprawiająca w dobry nastrój. Przy tym prosto się ją robi. Trzeba tylko buraki upiec w piekarniku (wersja na leniucha, bądź jeśli ktoś tego słowa nie lubi - wersja makrobiotyczna, którą ja oczywiście stosuję: całe buraki władować do rozgrzanego do 180 piekarnika na ok. godzinę) i przygotować bulion z warzyw.

środa, 12 sierpnia 2015

ŚNIADANIE DLA OCHŁODY

Bez zbędnego rozpisywania się w upale: burak, maliny, kakao i mleko kokosowe. Niby ryzykowne zestawienie a jakie pyszne. Moje upalne śniadanie, czasem obiad i kolacja. I smaczny deser jeśli odrobinę dosłodzić (czego w celach śniadaniowych nie robię).

czwartek, 5 lutego 2015

SAŁATKA Z PIECZONYCH BURAKÓW Z RUKOLĄ

Buraki długo przeze mnie były zapomniane. Odkąd je ponownie odkryłam, zwłaszcza w wersji pieczonej, powracają w moich daniach  w coraz to nowych wariacjach. W trakcie zimy ich dodatkową zaletą dla mnie jest intensywny kolor. Względy estetyczne i smakowe konkurują ze sobą o lepsze w sałatce z rukolą. Połączenie ciemno-zielonego z krwisto-czerwonym nadaje daniu wyrazisty charakter. To gotowy sygnał, nie ma co owijać się w kolejne koce, każde wyzwanie chętnie podejmiemy. Słodkawy burak idealnie się komponuje z nieco ostrym smakiem rukoli.

czwartek, 27 marca 2014

BEETROOT HALWA - czyli indyjska chałwa z ...buraków

Nie będę Was oszukiwać. To jest typowo indyjski deser, co oznacza, że jest dość tłusty i baardzo słodki. Naprawdę nie można go w żaden sposób określić mianem dietetyczny. Ale jest bezglutenowy i bezzbożowy, masło można by zastąpić olejem kokosowym i wtedy będzie również bezmleczny i wegański. Cukru jest w nim sporo, na szczęście jest tak słodki, że nie można go zjeść dużo na raz. Od czasu do czasu więc można się nim uraczyć, mnie bardzo smakuje, zarówno ten deser, jak i analogiczny z marchewki, chyba nawet bardziej popularny. Korzystałam z przepisu z bloga Kasza Prodżekt, zastępując zwykłe mleko mlekiem kokosowym.

piątek, 21 lutego 2014

TY BURAKU!

Dalszy ciąg zużywania buraczanego nadmiaru, bardzo skuteczny, bowiem zupa składa się w zasadzie z ...buraków. I jest bardzo prosta do zrobienia. Smak zupy jest dość tradycyjny, przypomina mi w smaku domowe buraczki zasmażane. Ponieważ ja takie buraczki bardzo lubię, więc zupa również mnie usatysfakcjonowała. To były cztery porządne buraczane dni.

czwartek, 6 lutego 2014

CZERWONE I ZIELONE - czyli buraki i jarmuż, zestawienie idealne

Dawno nie jadłam czegoś lepszego. REWELACJA. Jedno z najlepszych wcieleń buraka.
A było to tak. Poszłam na zakupy ze spisem w ręku. Na miejscu okazało się jednak, że jest JARMUŻ. Nieczęsto się to zdarza, więc nie mogłam sobie odmówić. Cała lista zakupów zrobiła się wobec tego nieaktualna, kupiłam jeszcze tylko buraki na sałatkę. Wróciłam do domu i na stole zastałam całe mnóstwo buraków kupionych przez Adama, do tego dołożyłam te moje. No i kłopot, trzeba coś zrobić z buraków ale wtedy jarmuż się zmarnuje. Połączenie wydawało mi się ryzykowne, ale trudno. Znalazłam przepis, na blogu Vegan Monkey i zastąpiłam ziemniaki burakami. BINGO.

środa, 14 sierpnia 2013

BURACZKOWY BUDYŃ

Budyń z marchewki okazał się dobry. To może mała podmiana?
Budyń z buraka, też całkiem niezły, tylko dłuższe przygotowanie, bo buraki dłużej się gotują. Nie warto próbować przyspieszyć, bo wtedy zmiksują się z grudkami, a lepiej żeby to była gładka masa. Najbardziej odjazdowy jest kolor :)

wtorek, 26 marca 2013

IMBIROWY SOK WARZYWNO-OWOCOWY

Z głębi szafki stojącej w najciemniejszym kącie wygrzebałam w końcu sokowirówkę. Otrzymaną w prezencie wieki temu, chyba z 10 lat, i nigdy nie używaną. Okazało się że czas jej nie sponiewierał i działa. Rezultat mnie usatysfakcjonował, sok robi się dość prosto i szybko. Mycie sokowirówki też nie jest problemem, jeśli zrobi się to od razu po użyciu wystarczy tylko opłukać.
Produkcja soku zmobilizowała mnie do wymyślenia co zrobić z pozostała pulpą owocowo-warzywną, wyrzucać jedzenia nie lubię. Placki zrobione z użyciem pulpy wyszły rewelacyjne, pokażę je Wam w następnym poście, bo bardzo jestem z nich dumna.

środa, 13 marca 2013

BURAK CZY NIE BURAK

Bardzo mnie to ciasto rozczarowało, naprawdę.
Nie, nie smakiem, ten był w porządku. Ale KOLOREM, przecież miało być czerwone. Albo różowe przynajmniej. Albo chociaż odrobinę pomarańczowe. 
I takie było, ale tylko do momentu włożenia do piekarnika. Potem stopniowo ciemniało, a róż przestał być widoczny. W rezultacie wyszło zupełnie normalne ciasto. No właśnie NORMALNE, a miało być takie piękne, niepowtarzalne i odjechane.
Żeby zrekompensować jego niedostatek kolorystyczny, to sposób produkcji był tym razem niepowtarzalny. Ponieważ tego dnia miałam do zrobienia jeszcze ciasteczka, było dosyć dużo kaszy do zmielenia na mąkę. Młynek mam piękny, pokazywałam już go kiedyś na zdjęciu, ale jego uroda nie do końca rekompensuje ćwiczenia fizyczne jakim trzeba się poddać przy produkcji mąki. Próbowałam namówić Adama na te ćwiczenia, w końcu odrobina gimnastyki nikomu jeszcze nie zaszkodziła, a wręcz przeciwnie. Adam jednak nie okazywał entuzjazmu. Żeby ostatecznie pozbyć się problemu, wręczył mi dumnie wkrętarkę, oznajmiając, że się świetnie do tego celu nada. W pierwszym odruchu chciałam zrobić awanturę, dlaczego chce durnia ze mnie zrobić, w końcu wykształcenie techniczne mam i wiem, że wiertarka a młynek to dwie różne rzeczy, które do siebie w żaden sposób nie pasują. Potem jednak zastanowiłam się, przed oczami stanęła mi wizja godziny, dwóch, trzech mielenia, mielenia, mielenia. Przypomniałam sobie też ostatni seans mielenia starej kaszy przy wspólnym cieście z Agnieszką. Szybka decyzja.
- Mielimy - mówię - ale razem, sama tego nie zrobię. Nie chcesz mielić ręcznie, to chociaż od wkrętarki się nie wymigasz.
Końcówka młynka została włożona do wkrętarki, szczęśliwie pasowała i południe zastało nas przy akcji następującej: ja siedzę na podłodze, trzymam młynek obydwoma rękami, Adam stoi nade mną i wierci. Jeżeli sposób ręczny mielenia nasuwał Ci pewne skojarzenia, to co powiesz na to droga Agniesiu?
Sposób okazał się nie tylko malowniczy ale również piekielnie skuteczny, przynajmniej w porównaniu z mieleniem ręcznym.
Ciasto powstało wg sugestii pinkcake na temat połączenia marchewki i buraka w jednym cieście. Moje jest oczywiście bez jajek, mleka i glutenu.

niedziela, 27 maja 2012

HURRRA BURAK

Ostatnio tylko zaglądałam ciekawie do lodówki czy czasem Pewna Osoba czegoś nie ugotowała. A Pewna Osoba należy do tych osób, które w upały żywią się surowizną. Dziś poczułam zdecydowany przesyt ogórków z pomidorem wymieszanych z jogurtem, szumnie nazwanych „rajtą”. Zabrałam się więc za moją ulubioną zapiekankę z buraków.

ZAPIEKANE BURAKI
  • ok. kilograma buraków (starych, młodych nie wypróbowywałam)
  • ok. kilograma ziemniaków
  • pięć okazałych marchewek
  • pięć ząbków czosnku
  • tymianek
  • oliwa
Do naczynia żaroodpornego wlewam trochę oliwy zmieszanej z tymiankiem i wkładam warstwami pokrojone w ćwiartki buraki (nie należy kroić zbyt drobno, bo wysychają), potem także pokrojone w ćwiartki ziemniaki, na nie marchewkę w plasterkach zmieszaną z drobno posiekanym czosnkiem. Potem kolejna warstwa buraków, itd. Każdą warstwę skrapiam oliwą i posypuję tymiankiem, solą i pieprzem.
Buraki dodatkowo sokiem z cytryny (w tym wypadku ma znaczenie kolejność: buraki najpierw powinny zostać naoliwione, potem pocytrynione, szczodrze obsypane tymiankiem, wreszcie sól, pieprz na koniec)
Niestety cała oliwa w trakcie pieczenia i tak spływa na dół. Ale uznałam, że bez tego starannego doprawiania kolejnych warstw:
1) przygotowywanie potrawy traci niezbędny wewnętrzny rytm
2) wierzchnie warstwy byłyby zbyt suche

Moim zdaniem najlepiej żeby na samym wierzchu znalazły się ziemniaki – wtedy są przypieczone, a buraki odpowiednio soczyste. Odkryłam kiedyś przypadkiem ziemniaki o nazwie „sałatkowe”. Kupiłam je w plastikowym worku w hipermarkecie – świetnie się nadają do wszelkich zapiekanek. Można też zrobić wersję całkiem bez ziemniaków. Wtedy rezygnuję z marchewki i czosnku, a do naczynia żaroodpornego dolewam trochę wody. Ponieważ warzywa jedynie myję i sparzam, nie obieram ich ze skórki, całość, delikatnie rzecz ujmując, nie wygląda więc wykwintnie.