Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tamarynd.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tamarynd.... Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 listopada 2013

BAKŁAŻAN PYSZNIE FASZEROWANY

To jest przepis, który można zastosować na specjalne okazje. Wszelkie faszerowane warzywa są dosyć efektowne, a ten bakłażan jest dodatkowo doprawiony lekko orientalnie - wilgotny farsz mocno pachnący kuminem, słodki dodatek w postaci śliwki, ze słodko-kwaśnym sosem z tamaryndu. Jeśli ktoś lubi indyjskie aromatyczne klimaty to będzie zachwycony. Naprawdę eksplozja smaku.
Znalazłam przepis na wegańskim bezglutenowym blogu Allyson Kramer i pierwszy raz zrobiłam ściśle według tamtego przepisu. Bakłażan był pyszny. Tym razem zastąpiłam daktyle śliwkami, a cytrusowy sos tamaryndem. Wyszło przepysznie. Ale wersję pierwotną też serdecznie polecam.

czwartek, 24 października 2013

GULASZ WOŁOWY ZUPEŁNIE NIETRADYCYJNIE

Może się komuś wydać dziwne, że na blogu, który jest w 90% wegański, w jeszcze większym wegetariański, od czasu do czasu uparcie publikuję efekty gotowania Adama, z dużą zawartością mięsa. Otóż dla mnie nie ma w tym niekonsekwencji. Naprawdę uważam, że dla każdego człowieka najlepszy będzie inny sposób żywienia i każdy musi sobie swój jadłospis pracowicie opracować sam. Myśmy taką pracę wykonali obydwoje i doszliśmy do zupełnie innych rezultatów, choć są pewne punkty wspólne (ze zbożami nie przesadzamy obydwoje). Patrząc na ogólną kondycję Adama, uważam, że dla niego dieta mięsno-warzywna z użyciem chudego! mięsa jest najlepsza, i nie namawiam go do zmniejszania ilości mięsa, choć sama tak nigdy nie byłabym w stanie jeść. I dlatego takie posty w dalszym ciągu będą się pojawiać, może dla kogoś to będzie sygnał, że mięsna dieta tez może być zdrowa, najważniejsze żeby była dopasowana do konkretnego człowieka.

piątek, 5 lipca 2013

CHATNEY Z TAMARYNDEM

Czasem zdarzają się takie dni, kiedy przypadkowe, pozornie rozbiegane we wszystkie strony elementy, nagle łączą się w jedną spójną całość. I nagle rozsypana układanka staje się kompletna. Gdyby nie mój ateizm można by tu upatrywać sił wyższych, ale poprzestańmy na tym, że czasem po prostu się tak zdarza. Cuda natury. Otóż wstałam któregoś dnia i poczułam, że nie bardzo wiem w jakim celu, ale namoczę daktyle. Wyschnięte były bardzo i wymagały moczenia, ale nie miałam w stosunku do nich żadnych planów. To było rano. Po południu Adam postanowił sobie zrobić na obiad kaszę na słodko. Kupiony świeży tamarynd okazał się być nie taki znowu świeży i jedyną szansą na wykorzystanie go wydawała sie zrobiona z niego pasta, która teoretycznie mogła posłużyć jako dodatek do kaszy. Ale po zrobieniu z tamaryndu pasty okazało się, że chociaż tamarynd jedzony ze strąków jest bardzo słodki, to w postaci zmiażdżonej nagle robi się kwaśny jak nie wiem co. Kasza z tamaryndową pastą nie wypaliła, a sama pasta stała sobie na stole i groziło jej niestety wyrzucenie do śmieci, choć nie lubimy tego robić. Wieczorem Adam spróbował mnie nakłonić, żebym z tą jego pastą jednak coś zrobiła. Nie do końca przekonana zerknęłam do internetu i do moich starannie zebranych różnych przepisów. Jednak nic mi się nie nasuwało, niewiele poza tym było w domu oprócz wspomnianego tamaryndu. I nagle znalazłam. Puzzle ułożyły się w całość i już było wiadomo po co namoczyłam rano daktyle. Chatney z tamaryndem - potrzebna jest do niego właśnie tamaryndowa pasta i daktyle. No i jeszcze kumin ale tego u nas nigdy nie brakuje. Przedstawiam jeden z najpyszniejszych sosów, kojarzy się z Indiami od razu, chatney z tamaryndem wg przepisu z bloga Mirencji, w którym natychmiast obydwoje się zakochaliśmy.

sobota, 12 stycznia 2013

WARZYWA Z SOCZEWICĄ NA SPOSÓB INDYJSKI

Kuchnię indyjską pokochałam od pierwszego razu, lubię też praktycznie wszystkie wykorzystywane w niej przyprawy - kumin, gorczycę, kurkumę, czarnuszkę. To był początkowo dobry sposób na przełamanie niechęci do gotowanych warzyw, kojarzących mi się z mdłymi potrawami szkolnymi typu marchewka z groszkiem. Teraz doceniam też potrawy mniej przyprawione, w których czuć smak warzyw. Ale czasem (a pora zimowa szczególnie temu sprzyja), miewam ochotę na obłędnie pachnące indyjskie danie.
Po udanym eksperymencie ze strąkami tamaryndu, przypomniałam sobie że mam w lodówce kwaśną tamaryndową pastę i poszukałam odpowiednich przepisów.
Inspiracja tutaj - blog Mirencji -  dużo tam można znaleźć indyjskich potraw i wszystkie które wypróbowałam były pyszne. W stosunku do oryginału zmieniłam proporcje, chciałam mieć warzywa z soczewicą a nie odwrotnie. No i uprościłam technologię przygotowania, bo czerwona soczewica krócej się gotuje.
Jak zwykle indyjska kuchnia mnie nie zawiodła, jest pyszna. Dzięki tamaryndowej paście danie lekko kwaśne, ale też zyskało specyficzny smak jakiego jeszcze nie znałam.

czwartek, 10 stycznia 2013

DŻEM PROSTO Z DRZEWA

Strąki wyglądają jak wielkie bure robale.
Po obraniu jeszcze gorzej.
Po spróbowaniu... niebo w gębie. Gotowy dżem prosto z drzewa.
A w środku gładkie błyszczące nasiona, które aż się proszą o zrobienie naszyjnika.
Albo bransoletki.

TAMARYND

Kupiony przypadkiem w markecie w Czechach, podczas świątecznego urlopu. I tylko dzięki Adamowi, który takich eksperymentów się nie boi. Ja pewnie najpierw przejrzałabym internet - co to jest i jak się to wykorzystuje, poszukałabym przepisów i dopiero potem zastanowiłabym się nad kupnem. A Adam po prostu zdjął z półki i włożył do koszyka. Uznał, że leżą na stoisku spożywczym, więc niejadalne być nie mogą. Dzięki mu za to. Mnie tamarynd kojarzył się tylko z kupioną wieki temu pastą o nieprzytomnie kwaśnym smaku, która raz użyta, do tej pory leży w lodówce. A tu niespodzianka. Pyszny słodko-kwaśny gotowy dżem, prosto ze strąka i bez gotowania. Nie będę tu pisać o jego wartościach - to każdy może sobie sprawdzić sam - jak każdy owoc na pewno jakieś ma, wikipedia mówi że jest jadalny i to najważniejsze. Podobno tez chętnie jedzony przez małpy - one na pewno wiedzą co dobre.
Ma tylko jedną wadę - w pewnych okolicznościach, bo nam w domu to w ogóle nie przeszkadzało. Nie ma sposobu (albo my nie opracowaliśmy), żeby zjeść go w sposób kulturalny, bez uciapciania sobie rąk i nie tylko, oraz wypluwania pestek.