Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ziemniaki.... Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 lutego 2017

MINIMALIZM...

...opanował mnie ostatnio kulinarny. Nie odwiedzam warzywniaka, czekam cierpliwie i nieustępliwie aż ugotuje coś Adam, moje stałe menu to ziemniaki z brukselką (skądinąd bardzo dobre jedzenie) i na deser jakiś owoc, również Adamowi zawdzięczany. Dopiero przymuszona przez okoliczności zewnętrzne i burczący żołądek, domagający się uwagi, staję w kuchni i....skracam mój pobyt w tejże, do niezbędnego minimum. Czyli robię coś z tego co akurat jest. Czasem się udaje, czasem słabiej. Ale to akurat jest dobre.
Przepis z bloga EkoQuchnia uproszczony do maksimum.

poniedziałek, 31 października 2016

KOTLETY Z BROKUŁA I ZIEMNIAKÓW

W wyniku róznych życiowych okoliczności, nastąpiło u mnie chwilowe przesycenie gotowanym brokułem. Właściwie to na widok ugotowanego brokuła odwracam głowę i staram sie nie patrzeć. A Adam mnie nim z radością nieustannie raczy, tłumacząc że jest bardzo zdrowy. No jest, fakt. Ale te tłumaczenia nie na wiele się zdają, nie mogę nań patrzeć, no po prostu nie mogę. No i znów tajemniczym zbiegiem okoliczności brokuł się pojawił. Ugotowany. Nie lubię marnować jedzenia i źle sie z tym czuję. Więc to była jedyna możliwość, zrobić tak, żeby ten brokuł wcale brokuła nie przypominał. Udało się. Brokułowe kotlety daja też nadzieję na sprostanie wszystkim przyszłym brokułom, jakim mnie jeszcze Adam uraczy. Bo uraczy mnie niewątpliwie, znam go.
Przepis z bloga Am mniam z kilkoma modyfikacjami.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

SAŁATKA ZIEMNIACZANA WŁODKA

Oczywiście, że są tacy, którzy na Boże Narodzenie radośnie się szykują. Jest ich pełno, choć dziwnie rzadko udaje mi się na nich natknąć. Ja niestety zazwyczaj czas wigilijnych cudów znosiłam ciężko. Przez lata wypracowałam  jednak kilka prostych sposobów, zapewniających prawdziwie radosne i spokojne święta.I co? I proszę po 20 grudnia jestem jak nowa - nerwowo nietknięta, bo:
1) od kilku dni unikam wchodzenia do jakichkolwiek sklepów (niestety zrobiłam wyjątek i dokonałam prezentowego zakupu na allegro czego teraz gorzko żałuję, ale to naprawdę nic w porównaniu z przygnębieniem w jakie wpadam w zatłoczonych centrach handlowych)
2) z Ukochaną Mamą pokłóciłam się odpowiednio wcześniej, dzięki czemu kłótnię stricte przedświąteczną odbyłam tylko z Pewną Osobą (to naprawdę nic w porównaniu z Kłótniami Prawdziwie Rodzinnymi)
3) rozwiązałam problem porządków (oboje z Pewną Osobą uznaliśmy, że posprzątać trzeba, i ża powinno to zrobić to drugie. W związku z tym nie tylko nie uda nam się dokończyć sprzątania przed wigilijnym wieczorem, ale nie uda nam się go w ogóle zacząć, co znosimy ze stoickim spokojem.)
4) Co do gotowania liczymy na Dominikę. Jeśli Dominika nas zawiedzie to nam to tylko dobrze zrobi, bo się trochę przegłodzimy, a strasznie nam ostatnio przyrosły różne cielesne wypukłości.
5)Najważniejsze: przez cały rok byliśmy niezwykle grzeczni i Mikołaj już nam przyniósł prezenty, bardzo udane, bo precyzyjnie wskazane.
Czemu jednak ja to piszę? A bo dzwoni do mnie E., już przedświątecznie uszami jej
się wylewa,  niczym śmiertelnie rannemu Rolandowi, choć stara się bohatersko trzymać (E. się stara, ale Roland, oddajmy mu to, cierpiał również z niezwykła klasą). Jestem czuła na egzystencjalne męki ludzkości, więc podałam moje Wspaniałe Sposoby. Jeśli E. je sobie odpowiednio zmodyfikuje w przyszłym roku  pod koniec grudnia też będzie jak nowa - nerwowa nietknięta. W tym roku pomóc inaczej niestety nie mogę, niż podając obiecany przepis na ziemniaczaną sałatkę.

SAŁATKA ZIEMNIACZANA WŁODKA
Przy jej przyrządzaniu należy myśleć o czymś bardzo miłym (lub o kimś: na przykład o mnie, jestem bardzo miła, mimo że Wicio twierdzi inaczej), można sobie podśpiewywać, Broń Boże nie można się niczym frustrować. Więc najlepiej, na wszelki wypadek jednak o niczym nie myśleć (nawet o mnie),  tylko:
Ugotować ziemniaki w mundurkach (już słyszę Dominikę pytającą, a ile? Nie wiem ile, tyle ile kto chce)
Odłożyć żeby przestygły.
Na maśle podsmażyć czarną gorczycę, do momentu aż przestanie strzelać, dodać utarty żywy imbir (jeśli wsypie się suszony też moim zdaniem nic się nie stanie) i chili (szczyptę? pół łyżeczki? Zależy jak kto ostre lubi, w każdym razie duuużo gorczycy i znacznie mniej imbiru i chili).
Wystudzone ziemniaki rozebrać z mundurków, pokroić. Wystudzoną masalę zmieszać z jogurtem (jeśli ktoś z mlekiem na bakier jest, to do tej sałatki jogurt kozi świetnie pasuje), dodać natkę pietruszki (a jeszcze lepiej żywą kolendrę), wiórki kokosowe. Wszystko razem pomieszać. Oczywiście dosolić do smaku. Można też dodać pomidory lub oliwki (ponieważ o tej porze roku pomidory zwykle są bez smaku ja wolę oliwki, najlepiej czarne).

Agnieszka

niedziela, 29 czerwca 2014

ZAPIEKAMY

A właściwie to Adam zapiekł. Jak najprościej, bez żadnych sosów, tylko oliwa i przyprawy. Warzywa długo pieczone w zamkniętym naczyniu, a potem chwilę podpieczone bez przykrycia, żeby zrumienić wierzch. Wyszło soczyste i smakowite danie, z chrupiącą skórką selera na wierzchu. Adam obiecał mi wkrótce powtórkę, na co czekam z niecierpliwością.