Pasztety warzywne robię nieczęsto, wydają mi się jednak dość pracochłonne. Święta były dobrą okazją do wypróbowania czegoś bardziej ekskluzywnego niż codzienne warzywa. Poniższy pasztet robiłam niemalże cały dzień, więc był dla mnie skomplikowany. Ale po czasie uważam, że naprawdę warto! Wyszedł naprawdę pyszny, grzybowy w smaku, idealny w konsystencji, zwarty ale delikatny i wilgotny w środku. Świątecznie jedliśmy go z przyrządzonym własnoręcznie chrzanem. Przepis na chrzan jest niby banalny, ale zamieszczam, bo wyszedł fenomenalnie, może komuś się przyda.
Przepis z zamkniętego już bloga sen Mai, leciutko zmodyfikowany.